Niewiarygodni latający łucznicy. W Bohonikach

Niewiarygodni latający łucznicy. W Bohonikach

Joanna Klimowicz
05.07.2011 , aktualizacja: 05.07.2011 18:52
A A A Drukuj
Będą Międzynarodowe Zawody w Łucznictwie Konnym Tatarów PolskichFot. materiały organizatoraBędą Międzynarodowe Zawody w Łucznictwie Konnym Tatarów Polskich
Łucznicy konni w narodowych lub historycznych strojach w pełnym galopie strzelać będą do celów. Popisy sprawności gości m.in. z Chin, Iranu, Słowacji, Turcji i Polski podziwiać będzie można w najbliższy weekend (9-10 lipca) w Bohonikach
Pod patronatem Gazety - Białystok
Pod patronatem Gazety - Białystok
Łucznik konny
Fot. materiały organizatora
Łucznik konny
Łucznik konny
Fot. materiały organizatora
Łucznik konny
Zawody łucznicze to impreza cykliczna, niezwykle barwna, organizowana z dużym rozmachem przez pasjonatów i sympatyków łucznictwa konnego. Jej zamysłem jest nie tylko współzawodnictwo, ale także pokazywanie wzajemnych korzyści wynikających z przenikania kultur, a przez to również promowanie walorów województwa.

Spektakularna sztuka, wymagająca perfekcyjnego wyczucia rytmu, równowagi i harmonii, zdobywa coraz więcej zwolenników. To świetna okazja do propagowania walorów Podlasia wśród zagranicznych gości, którzy i tym razem obiecali zawitać do Bohonik - przekonują organizatorzy, Polskie Stowarzyszenie Łucznictwa Konnego. Uczestnictwo w Międzynarodowych Zawodach w Łucznictwie Konnym Tatarów Polskich, które organizowane są dzięki wsparciu programu "Żubr budzi Podlasie" i pod honorowym patronatem marszałka województwa, potwierdzili m.in. goście z Chin, Iranu, Hiszpanii, Słowacji i Turcji.

Wór medali Polaków

Będą oczywiście i Polacy, na których warto stawiać każde pieniądze, bowiem w tym nieco niszowym sporcie jesteśmy potęgą.

O Kasi Rokosz, Norbercie Kopczyńskim i Michale Sanczenko mówi się, że na zawodach w Korei zgarnęli tyle trofeów, że musieli je wysłać do kraju w paczce drogą morską, ponieważ była zbyt duża i za ciężka na podróż samolotem. Znajomi śmieją się, że dyplomami palą w kominkach, a medale oddają do skupu metali kolorowych.

- Przesada z tym kominkiem. Ognisko co najwyżej - żartuje Michał Sanczenko.

Przygodę z łukiem (najpierw z ziemi) zaczął przed 10 laty, potem poznał grupę ludzi jeżdżących konno i w 2004 roku połączył te dwie pasje ucząc się tradycyjnego łucznictwa chińskiego. W tym też roku zorganizowano pierwsze spotkanie łuczników konnych koło Szczytna i pasja zapaleńców zyskała ramy organizacyjne. Od 2007 roku zawodnicy z Polski zaczęli pojawiać się w zawodach międzynarodowych. W 2009 Norbert Kopczyński ustrzelił mistrzostwo świata w Korei, pierwsze miejsce zajęli też drużynowo, z Michałem Sanczenko. W tym samym roku w Turcji Norbert był pierwszy, a Michał - drugi. Do tego dorzućmy jeszcze drugie miejsca Michała w ubiegłym roku w: Mistrzostwach Europy w Belgii, Stanów Zjednoczonych oraz w Jordanii, na pierwszych zawodach arabskich pod patronatem króla. Na zawodach w Bohonikach - które są trzecimi już eliminacjami do tegorocznych mistrzostw Europy - nie wystartuje; on zajmuje się organizacją. A kogo radzi obserwować?

- Chińczycy to zagadka, zawodnicy z Iranu są na pewno bardzo mocni. I oczywiście Polacy. Mamy dwóch nastolatków, wychowanków naszych warsztatów, którzy potrafią zamieszać - uprzedza Sanczenko.

Tatarskie korzenie

Podlasianie są w o tyle szczęśliwej sytuacji, że mają solidny "background". Tradycja wspólnej walki Tatarów, Polaków i Litwinów sięga XIV wieku i unii polsko-litewskiej. Przez wieki na terenie Litwy, a następnie Polski, osiedlali się wojownicy z euroazjatyckich stepów, na Białostocczyźnie mieszkają do dziś. Charakterystyczny dla Tatarów typ lekkiej kawalerii, sposób walki i uzbrojenia z czasem stały się powszechne również w Polsce i na Litwie. Spoglądając na historię, idea propagowania łucznictwa konnego jako wspólnej tradycji tatarskiej i polskiej wydaje się oczywista.

- Mamy do czego nawiązywać. Chcielibyśmy, aby cyklicznie organizowane zawody łucznictwa konnego stały się sposobem pielęgnowania tradycyjnych umiejętności, a jednocześnie ukazywały, jak wiele wzajemnych korzyści może wnosić przenikanie się naszych kultur - w imieniu organizatorów mówi Michał Sanczenko. Jednak na pytanie, czy Tatarzy nadal brylują w tej dyscyplinie, odpowiada: nie. I zaprasza na warsztaty. Dodaje, że stowarzyszenie oferuje tak naprawdę wiele płaszczyzn rozwoju: sportową, ale też rekreacyjną (nie trzeba rywalizacji traktować śmiertelnie serio), a jest jeszcze alternatywa dla miłośników historii - wiernie odtwarzane stroje, elementy uzbrojenia, rekonstrukcje wydarzeń.

Trudna sztuka jazdy "bez trzymanki"

Oprócz Podlasia, pasjonatów łucznictwa konnego sporo jest w Warszawie, Krakowie czy Szczecinie. Działa siedem stajni, które aktywnie współpracują z łucznikami (konie muszą być specjalnie ułożone pod łuk). Od czterech lat organizowane są w Bohonikach warsztaty, przez ten czas przez ręce instruktorów i grzbiety koni przewinęło się około 60 osób. Okazuje się, warsztaty nie są dla wszystkich. By móc chwycić łuk, trzeba się bardzo pewnie trzymać w siodle. Takiego dobrego jeźdźca można nauczyć strzelania na przyzwoitym poziomie już w ciągu trzech dni. A dlaczego obycie w siodle jest tak ważne? Ano łucznicy ręce mają zajęte łukiem i strzałą, więc kierują wierzchowcem tylko dosiadem: balansem ciała, dociskiem nóg i bioder. A to wszystko - w pełnym galopie.

Ich popisy zapierać będą dech w piersiach - w sobotę 9 lipca (w godz. 9-18) zawodnicy wystartują w dwóch konkurencjach: koreańskiej (tradycyjnej) oraz węgierskiej (współczesnej). Co ciekawe, na 30 zawodników jedną trzecią stanowią panie.

Będzie też na co popatrzeć w niedzielę 10 lipca (w godz. 10-17). Organizatorzy przewidzieli małą powtórkę dla publiczności - przejazdy najlepszych zawodników. Będzie też szereg atrakcji: widowiskowe pokazy - strzelania Kabak oraz koreańskiej gonitwy Mogu, w wykonaniu m.in. mistrza Norberta Kopczyńskiego; obozowisko historyczne; pokazy grup rekonstrukcyjnych; kiermasz rękodzieła ludowego; kuchnię tatarską; występy zespołów mniejszości narodowych i etnicznych; paradę łuczników konnych; konkursy sprawnościowe, tj.: strzelanie z łuku oraz konkurencje na dzielności i refleks; ogródek piwny; plac zabaw dla dzieci.

Więcej informacji na stronie organizatorów: www.lucznictwokonne.pl oraz www.potahocha.pl

Jak dojechać?

Zawody odbędą się na terenie Stajni na Tatarskim Szlaku Janusza Cukiermana, Drahle 45, koło Bohonik. Dojazd z Białegostoku drogą nr 19 (kierunek Kuźnica - przejście graniczne), następnie w Sokółce w prawo drogą 674. Zaraz za miastem w lewo na Bohoniki i Drahle. Przez Drahle przejazd na wprost. Przy wjeździe do Bohonik w prawo, gruntową drogą prowadzącą do stajni - miejsca, gdzie odbywać się będą zawody. Na skrzyżowaniu będzie widoczna tablica.



Więcej... http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35249,9897458,Niewiarygodni_latajacy_lucznicy__W_Bohonikach.html#ixzz1qqgGP3ki

 
Start > artykuły i listy zebrane > Niewiarygodni latający łucznicy. W Bohonikach