Tatar z Kazimierza

Tatar z Kazimierza
Kazimierski Portal Internetowy, 2006-02-10
Ona. Zuzanna Ndlovu. On. Hózman Mirza Sulkiewicz. Jeszcze czteroletni Franek. I dwuletnia Aniela. Zakręcona rodzinka z… zuluskimi i tatarskimi korzeniami. Z romantyczną miłością w tle.

Imię i nazwisko: Robert Hózman Mirza Sulkiewicz. Wzrost: średni. Znaki szczególne: przenikliwe spojrzenie, bitna natura i fantazyjna bródka. Na co dzień, wraz z żoną, właściciel kultowego "Fryzjera” w Kazimierzu nad Wisłą. Codziennie rano, przy barze i z nieodłącznym laptopem, namiętnie studiuje historię polskich Tatarów. - Pierwsza miłość Mickiewicza - Maryla Wereszczakówna, późniejsza hrabina Putkamerowa. Tatarska krew. Naczelnik Tadeusz Kościuszko. Po matce - tatarska krew. Co znaczy tatarska krew? Uczciwość, uczynność, stałość w przyjaźni. Żaden z Tatarów, co stwierdził Tadeusz Czacki, nigdy nie był szpiegiem lub zdrajcą - mówi z dumą Robert.

Franek marzy o Bożence

Nie może usiedzieć na miejscu. Rano przytula się do smagłej żonki, by choć trochę jej ciepła zabrać ze sobą do "Fryzjera”. Pogada z Frankiem. Przytuli Anielkę. I leci do roboty. Dziś będzie wędził półgęski. Też z tatarskim rodowodem. Wypije colę. I wymyśli coś nowego. Na przykład "Strunę”. Dla Franka. "Struna” to bohater "Ekstradycji”. Czyli Dariusz Jakubowski. Znany także z serialu "Na dobre i na złe”. Wystąpił w "Porankach czytankach”. Knajpa "U Fryzjera” pękała wtedy w szwach.

- Chciałem zrobić coś dla dzieciaków. Bez pieniędzy. Zadzwoniłem do "Struny”. Przyjechał za strawę i spanie. Franek był zachwycony.

Teraz gościem dzieciaków z Kazimierza będzie Andrzej Zieliński. Czyli doktor Pawica z serialu "Na dobre i na złe”.

- Franek marzy o Bożence. Czyli Edycie Jungowskiej. Działamy - śmieje się Robert.

Pradziadek, który uratował Piłsudskiego

Sulkiewicze mają na Powązkach w Warszawie swoje kurhany. W jednym z nich pochowano Aleksandra Sulkiewicza. Bohatera narodowego Tatarów polskich.

- W 1892 roku mój pradziad poznał Józefa Piłsudskiego. Nawiązała się między nimi serdeczna przyjaźń. Został jego najbliższym współpracownikiem - opowiada Robert. I z uwagą studiuje losy Aleksandra. Który zasłynął z przygotowania brawurowej ucieczki Józefa Piłsudskiego z petersburskiego szpitala imienia Mikołaja Cudotwórcy w maju 1901 r. Zginął 18 września 1916 roku, na polu bitwy pod Sitowiczami nad Stochodem, niosąc pomoc rannemu porucznikowi Adamowi Kocowi. - To jest właśnie tatarska krew - mówi z zadumą Robert.

Najpierw w Kazimierzu zakochał się Michał

Czyli ojciec Roberta.
W 1956 roku Michał Hózman Mirza Sulkiewicz miał osiemnaście lat i po raz pierwszy przyjechał do Kazimierza nad Wisłą.

- Urocze krzywe domki z przybudówkami dolepianymi przez lata i drewnianymi werandkami, letnie kuchnie i piwniczki w cieniu włoskich orzechów sprawiły, że uznałem to miejsce za raj. Było ciepło i cicho, pachniało dymem z podwórkowych suszarni - wspomina znakomity scenograf filmowy i dekorator wnętrz, historyk sztuki, który dziś ma za sobą realizację 50 filmów.

- Ojciec zasłynął wśród aktorów ze znakomitych nalewek, a jego sławną wiśniówkę pili ci najsławniejsi. Nalewki robi od kilkudziesięciu lat. Wykazuje anielską cierpliwość - opowiada Robert.

Dziś w Kazimierzu wiśniówkę według przepisu Hózmana, z etykietą zaprojektowaną przez Daniela de Tramecurta robi pan Krzysio. Na butelce widnieje rysunek słynnej kazimierskiej studni. Z tym że pod daszkiem z gontu zamiast studni jest wisienka...

Potem Robert zakochał się w Zuleńce

Robert Sulkiewicz. Od zawsze w Warszawie. Babcia przez 17 lat mieszkała na Zamku Warszawskim. Jej ojciec był kustoszem muzeum. Robert najpierw został czeladnikiem pracowicie wyrabiającym stemple i pieczątki. Następnie został towarzyszem sztuki drukarskiej. Do dziś ręczny skład i stare czcionki nie mają dla niego tajemnic. Chciał wyjechać do Stanów. Nie wyjechał. Został kelnerem. W klubie Stowarzyszenia Filmowców "Ściek”. Następnie pracował u Marcina Kręglickiego w Mekongu. Został menedżerem pubu John Bull. Trzynaście lat temu poznał smagłą i piękną Zuzannę. Zakochał się na zabój.

Orły górą

Po Zuleńce jego drugą miłością są Orły Kazimierz. Od powstania działa w klubie, kibicuje, szuka sponsorów. Seniorzy Orłów po przerwie zimowej rozpoczęli treningi. Trochę później niż zwykle, lecz z nie mniejszym zapałem. Pod wodzą nowego szkoleniowca i pod okiem nowego prezesa. Pierwsze sparingi w Zimowym Turnieju o Puchar Starosty Puławskiego.

- Jednak nasi zawodnicy pokazali, że ambicji im nie brakuje. Rozgromili C-klasowców 9:0 i pokonali w ostatnim meczu eliminacji juniorów Wisły 3:0, zajmując tym samym pierwsze miejsce w grupie - raduje się Sulkiewicz.

Co dobre? - Czeburieki

Rano? - Dla cierpiących po szaleństwach poprzedniego wieczoru "Chory kotek”. Czyli Alkasel-
tzer, żurek i kwas z ogórków.

Dziś Zuzanna i Robert Sulkiewiczowie, pracujący przedtem w kazimierskim "Grillu” Janusza Michalaka, są właścicielami knajpy "U Fryzjera”, stylizowanej na stary szynk.

- A dlaczego "U Fryzjera”? Mieszkańcy Kazimierza zawsze będą kojarzyć to miejsce z zakładem pana Jakubowskiego, gdzie strzygli się i czesali przez wiele lat. Wbrew pozorom, nie golimy z pieniędzy - śmieje się Robert.I staje za stołem, by przyrządzić mi "ajercwibele”.

- Siekasz osiem jaj na twardo, dodajesz drobno posiekaną cebulkę, łyżkę roztopionego tłuszczyku gęsiego, sól i biały pieprz.

Próbuję. Jakież to dobre.

Jeszcze lepsze są tylko czeburieki. Duże, tarskie pierogi pełne soczystego, siekanego mięska. Jak ugryziesz, sok tryska na język.

• Powiedz mi coś o swojej żonie.

- Jest troszeczkę młodsza niż ja i dużo rozsądniejsza. Dzięki jej mądrości tworzymy tak szczęśliwą rodzinkę. Brakuje nam tylko swojego miejsca w Kazimierzu, ale to już niedługo... 
Oryginalna i egzotyczna uroda? Nie zaprzeczę, że jest piękną kobietą, ale pięknych kobiet jest wiele, a mądre i piękne zdarzają się niezwykle rzadko... Ufff - kończy Robert.


Waldemar Sulisz

 
Start > artykuły i listy zebrane > Tatar z Kazimierza