Wstęp do tradycji muzułmańskiej recenzja książki ks. K. Kościelniaka nr II


 

Wstęp do tradycji muzułmańskiej recenzja książki ks. K. Kościelniaka nr II

W 2006 roku krakowskie wydawnictwo UNUM wydało książkę ks. Krzysztofa Kościelniaka, pt.: „Sunna, hadisy i tradycjoniści. Wstęp do tradycji muzułmańskiej”. Wprowadza ona czytelnika polskiego w zagadnienia pozakoranicznej tradycji muzułmańskiej, której nośnikami – jak to mówi autor – są hadisy. Tworzą one z kolei Sunnę, będąca jedną ze źródeł prawa islamu. Książka podzielona została na cztery rozdziały. Pierwszy o znaczeniu i powstaniu tradycji Mahometa. Drugi o życiu i dziele najważniejszych tradycjonistów islamskich. Trzeci o muzułmańskiej krytyce hadisów. Ostatni o sporze o autentyczność tradycji Mahometa. Temat poruszony w książce jest niezwykle rozległy. Z jednej strony wynika to z objętości pozakoranicznej tradycji muzułmańskiej. Dzieła gromadzące hadisy liczą sobie po kilkanaście lub kilkadziesiąt opasłych tomów. Z drugiej, ze względu na niezliczoną ilość piśmiennictwa, arabskiego i w innych językach, odnoszącego się do tej tradycji poprzez krytykę, analizę, badanie, itp. Książka Kościelniaka wyprowadza nas na ten ocean zaledwie na 141 stronach, licząc spis treści i wcale pokaźną bibliografię. Autor nie był do tej pory znany w Polsce jako badacz hadisów, tradycjonistów, czy Sunny. Kilka artykułów i książek o akulturacji między chrześcijanami i muzułmanami, przenikania tradycji starożytności do tradycji arabskich oraz złej jakości przekład kilkunastu tradycji muzułmańskich, nie czyni jeszcze z autora znawcę tematu. Nie neguję, że o tradycji muzułmańskiej można napisać książkę liczącą 120 stron, lecz jest to zadanie rzadko podejmowane nawet przez najwybitniejszych i zaawansowanych badaczy tej tradycji z grona orientalistów europejskich lub północnoamerykańskich. Po przeczytaniu książki Kościelniaka jestem niemalże przekonany, że autor został pokonany przez podjęty przez siebie temat. Sprostanie zadaniu wymaga wielkiej erudycji, albowiem każdego roku ukazuje się co najmniej jedna pozycja książkowa o tradycji muzułmańskiej, a częściej kilka artykułów. Trzeba wiele czasu, aby to wszystko zgłębić i, po prostu, móc ogarnąć. Przegląd bibliografii utwierdza nas w przekonaniu, że poza wiedzą autora pozostają najnowsze osiągnięcia badań zachodnich nad tradycją. Mało tego, rzekłbym, że swoisty ostracyzm padł na autorów piszących już w zeszłym stuleciu. Nie mogę z całą pewnością odpowiedzieć dlaczego tak się stało. Obym się mylił, że chodzi o przemilczenie nowych argumentów do dyskusji nad tradycją, niewygodnych dla Krzysztofa Kościelniaka. Mianowicie, nie znajdziemy żadnego odniesienia się do wyników badań Scotta Lucasa, Jonathana Browna, Haralda Motzkiego, Eerika Dickinsona, Waela Hallaqa. Jest to pierwszy istotny zarzut, gdyż w moim przekonaniu naukowe wprowadzenie w zagadnienie, nie może obejść się bez rzetelnego wyliczenia istniejących badań. 
Na tej podstawie, śmiem twierdzić, iż książka nie spełnia wymogów pracy naukowej, podręcznika akademickiego, a nawet pracy popularnonaukowej. Nie tylko to utwierdza mnie w przekonaniu o nikłej wartości intelektualnej recenzowanej pozycji. W większym stopniu to przytłaczająca liczba dostrzeżonych błędów z rodzaju: literówki, przekręcenia słów arabskich, niewłaściwa transkrypcji, mylne daty. Niestety nie jestem w stanie ustosunkować się do wszystkich. Przedstawiam wycinek zarzutów poniżej. 

Błędy w faktografii i referowaniu poglądów zachodnich badaczy tradycji

Na początek zwróćmy uwagę na warsztat autora, a dokładniej mówiąc, z jakich materiałów i źródeł korzystał. W toku dokładnej lektury udało mi się ustalić, że autor bardzo często przenosił faktografię z książki, której tytuł faktycznie nie pojawia się w żadnym przypisie. Jest to "Shorter Encyclopedia of Islam". Kuriozalne jest to, że w procesie tłumaczenia na język polski haseł zawartych w tejże encyklopedii, ginęły ważne dla faktografii szczegóły. Można to wyjaśniać na dwa sposoby, albo nonszalancją, albo, co gorsza, świadomym i celowym konstruowaniem faktów. W obu wypadkach mamy do czynienia z nierzetelnością. Jeśli przyjmiemy realność drugiego procesu pracy, to można sądzić, że chodziło o zachowanie spójności z twierdzeniami autora, a mianowicie, co do okresu powstania tradycji i pojawienia się ważnych elementów jej struktury, zwłaszczaisnadu. Efekt jest taki, że wkłada się w usta wybitnych europejskich i północnoamerykańskich badaczy tradycji muzułmańskiej słowa i twierdzenia, które z ich ust nigdy nie padły. Autor posługuje się w tym celu kilkoma zabiegami konstrukcyjnymi i narracyjnymi. 
Przyjrzyjmy się, jak autor potraktował faktografię i poglądy Jamesa Robsona. James Robson, to orientalista brytyjski, który od lat 50. ubiegłego wieku prowadził badania nad tradycją muzułmańską, dzięki czemu spotkał go zaszczyt przygotowania kilku haseł dla "The Encyclopaedia of Islam" (hadith, Al-Bukhari, itd.). W bibliografii do książki, James Robson figuruje jedynie 14 razy, mimo że to autor dużo większej kolekcji prac o tradycji. Kościelniak sięga do (na s. 27) fundamentalnego hasła „hadith” [EI2], czyniąc z Robsona autorytet explicite, a referując faktycznie, aczkolwiek fragmentarycznie, stanowisko Josepha Schachta. James Robson, wbrew Josephowi Schachtowi, idzie w ślady innego orientalisty Horowitza i wespół z Juynbollem dowodzili istnienia isnadu już od drugiej połowy I w. h., a nie jak podaje autor, że dopiero w II w. h. Schacht w przypisach nie występuje, ale to właśnie jego stanowisko, i to od pierwszych stron, autor firmuje imionami i nazwiskami badaczy, którzy z nim w rzeczywistości się nie zgadzali. Z muzułmańskimi krytykami Schachta rozprawia się niezwykle szybko i ostro deklasując i zbywając ich argumenty za pomocą dwóch epitetów: „bezbożność” i „ideologiczność” (s. 114). W ten sposób nie mógł jednak potraktować orientalistów zachodnich krytykujących schachtowskie tezy o isnadzie. Uniknął zaprezentowania niewygodnych faktów, opisując przyjęty przez tę grupę podział na hadisy autentyczne i nieautentyczne. Byłoby to do przyjęcia, gdyby podsumowanie nie zakończyło się imputowaniem całej tej grupie, iż wyznaje stanowisko Schachta o isnadzie. Przy tej okazji chciałbym zauważyć, iż charakterystyką całej narracji o isnadzie w tej książce, jest podejście powierzchowne, a nie gruntowne. W związku z tym, co kuriozalne, nie doczekaliśmy się nawet rzetelnego zreferowania stanowiska samego J. Schachta (s. 114 – 116). 
Krzysztof Kościelniak dokonuje identycznego zabiegu na autorytecie Nabia Abbott. Przypisuje jej określone poglądy na historię tradycji muzułmańskiej, których nigdy nie wyraziła. Możemy znowu dojść do wniosku, że nie różniła się w poglądach na tradycję z Josephem Schachtem. Tymczasem była jedną z pierwszych orientalistek, która stanowisko Schachta w mniejszym lub większym zakresie potraktowała sceptycznie. Otóż nigdy nie sugerowała, że dochodziło do „tworzenia nowych praw przez władzę”. Znowu jest to teza Schachta ukryta za nazwiskiem innego badacza (s. 25). Abbott opisywała proces „dalszego ugałęzienia się isnadów”, co wyraziła angielskim „growth”. Zmierzała do tego, aby opisać znany z antropologii proces upowszechnienia się z biegiem czasu tradycji wśród ludzi, co wyrażało się w geometrycznym wzroście nośników tradycji. Autorowi taki zabieg nie wystarcza, a więc powtarza się jeszcze w tym samym akapicie twierdząc, że kalifowie byli autorami hadisów. Abbott nigdy się na ten temat nie wypowiadała. Mówiła za to coś przeciwnego, że kalifowie koordynowali „spisywanie hadisów” (s. 26). 
Już te dwie oznaki nierzetelności kładą się poważnym cieniem na całej książce. Niestety wydaje się być to zamierzone. Oto inne przykłady. W jaki sposób można oszukać czytelnika o istnieniu nieistniejącego faktu? Al-Hasan al-Basri nie posługiwał się isnadem – to fakt Kościelniaka (s. 27). Kto to powiedział? Wystarczy posłużyć się przypisem i odesłać do książki "Mahometanizm" profesora Gibba (Tegoż, s. 67). Tymczasem na wskazanej stronie Gibb milczy o kwestii istnienia lub nieistnienia isnadu. Dodam jeszcze, że nie wyrażone to jest nawet w przenośni. Napotkamy w książce wywołujące zdziwienie przekłady z „Shorter Encyclopedia of Islam” (Tamże, s. 444). Heffening napisał o An-Nawawim: „In spite of his fondness for Muslim, He gives a higher place to Bukhari”. U Kościelniaka po przetłumaczeniu brzmi to tak: „Uważa się, że metoda Al-Buchariego, jest cenniejsza od metody Al-Muslima, ponieważ ten pierwszy znał An-Nawawiego” (s. 64). W wyniku tłumaczenia powstał zadziwiający fakt, który nigdy w rzeczywistości nie miał miejsca: Al-Buchari znał żyjącego kilka wieków po nim An-Nawawiego. 

Sprzeczności oraz błędy naukowe

Warto teraz poruszyć szerzej kwestie pojęcia tradycji i transmisji tradycji (rzeczony isnad), które w pracy Kościelniaka zostały potraktowane wbrew wiedzy i osiągnięciom nauk szczegółowych, takich jak antropologia. Na podstawie wywodów autora otrzymujemy fałszywy obraz relacji między oralnością a piśmiennością w świecie kultury muzułmańskiej (Arabów?). Muzułmanie najpierw posługiwali się pismem, a więc źródłami pisanymi, a dopiero w II wieku, przeszli na oralność w celu zapewnienia sobie transmisji tradycji. Nie chcę być w tym miejscu zgryźliwy, ale zadaję pytanie, jak jest to możliwe, aby jakakolwiek kultura, religia, tradycja przetrwała przez dwa wieki bez podstawowej instytucji „transmisji” albo „przekazu”?! Dla mnie bardziej przekonujące są ustalenia i propozycje Nabia Abbott (wymieniona w bibliografii), która uważała, że tradycja muzułmańska miała dwa ośrodki transmisji, funkcjonujące synchronicznie: piśmienność i oralność. Godne uwagi jest też zdanie Juynbolla, dla którego hadis od początku był zjawiskiem oralnym, a z biegiem czasu podlegał rejestracji pisemnej [EI2, hasło „Sunna”]. Tej sprzeczności towarzyszy inna niekonsekwencja, która obróciła się przeciw autorowi. Sam zdołał zapędzić się w kozi róg, chcąc udowodnić, że cezurą rozpoczynającą erę isnadu jest dopiero II wiek. Omawiając gatunki tradycji „musnad” i „musannaf”, informuje że ten ostatni powstał później od pierwszego (s. 31). Jakieś dziesięć stron dalej odczytujemy okres powstania „musannafów” – 650 – 675 r. (s. 44). A więc „musnady” to gatunek sprzed połowy I wieku. Tym samym w niezamierzony sposób informuje nas o istnieniu isnadu przed II wiekiem, ponieważ „musnad” jest gatunkiem, w którym kluczową i zasadniczą rolę odgrywa, w rzeczy samej, isnad [W „Shorter Encyclopaedia of Islam” Juynboll napisał o musnadzie: „Such a collection was called musnad after the tradition with complete isnad’s incorporated in it.” – „Takie zbiory nazywano musnadami, bowiem każda tradycja miała dołączony kompletny isnad”]. Autor popada w sprzeczności jeszcze gdzie indziej. Bardzo nierzetelnie traktuje swoje źródła. Można się zgodzić z Januszem Daneckim (Podstawowe wiadomości o islamie, I, s 95), iż dżarh i tadil to narzędzie badania tradentów. Autor po kilkudziesięciu stronach zapomina, co napisał wcześniej (s. 31) i narzędzie służące do badania hadisów, na stronie 87, służy do badania tradentów. Całość narracji i argumentacji autora zbudowana jest wokół twierdzenia o dacie/okresie powstania tradycji muzułmańskiej. Tradycja muzułmańska powstaje w II wieku od hidżry – powtarza autor jak litanię. Zbudowane to jest na jeszcze innym twierdzeniu o pojawieniu się w II w. dogmatu o "zamknięciu proroctwa". Waga tego faktu polega na tym, że do tego czasu Arabowie nie żywili pretensji uniwersalistycznych dla religii islamu. Autor kusi się o opis procesu, który do tego doprowadził i wskazuje, że jego motorem byli kalifowie omajjadzcy. Podzielili oni historię na dwa okresy, proroczy i kalifacki, uświęcając w ten sposób okres poprzedzający ich panowanie, a w konsekwencji tradycję proroczą. Niestety, muszę się przyznać, że powyższa osobista rekonstrukcja jest bardziej spójna niż to, co proponuje nam autor. Otóż, konstrukcja autora traci spójność przez podnoszenie idei mesjanizmu muzułmańskiego, idei o jak najbardziej uniwersalnym charakterze, i to jeszcze na stronach traktujących o okresie przed "zamknięciem proroctwa" (s. 17). Na koniec mała dygresja o idei „profetyczno-kalifackej” ukutej przez autora na potrzeby dowodzenia późnego pochodzenia tradycji. Jest ona z pewnością bardziej rewizjonistyczna od idei Patricii Crone zawartych w „God’s Caliph”. 

Inne uwagi

Za nietrafiony uznaję opis funkcji i znaczenia najstarszego, zachowanego w formie pisanej do naszych czasów, dzieła prawniczego imama Malika o tytule "Al-Muwatta". Autor twierdzi, że Malik usuwał ichtilaf. Malik na pewno wierzył w możliwość wydatnego ograniczenia liczby kwestii spornych. Natomiast nie jest prawdą, że jego dzieło miało raz na zawsze i ostatecznie usuniąć ichtilaf, to nie leżało w intencji ani mocy jego autora (Jarosław Banasiak, Imam Malik wobec konfliktu przepisów prawa islamu na podstawie Al-Muwatty, w: „As-Salam” nr 2 z 2009. Tam przykładyzachowania sporów nierozstrzygniętych). Próżno by szukać poważnej wzmianki o fundamentalnym dla badań nad początkami tradycji, wielotomowym dziele Ibn Abi asz-Szajby. Co prawda, ten autor został wymieniony w jednym z przypisów, jakkolwiek podano błędnie nazwisko, nie dołączając do niego żadnych dat związanych z długością życia. Zignorowanie wyników badań nad tym dziełem doprowadziło do sformułowania nauki o, pozwolę sobie tak powiedzieć, wyssanych z palca faktach (s. 44). Otóż, wg Scotta Lucasa badacza „Al-Musannaf” Ibn Abi asz-Szajby, w tym dziele treści tradycji i isnady są równie ważne. Oprócz tego nie wymieniono ani słowem innego musannafu autorstwa Abd ar-Razzaqa as-Sana'aniego. Kościelniak twierdzi, że zbiór Buchariego poprzedzony jest introdukcją (s. 61 - 2). Takiej introdukcji nie ma w oryginale. Wstępy do tego dzieła pochodzą od komentatorów, np. Ibn Hadżara. 
Reasumując, mam głębokie podstawy by twierdzić, że wywód naukowy w tej książce jest fikcją. Autor kreuje się na autorytet, który rzetelnie referuje poglądy całej orientalistyki na tradycję muzułmańską, zwłaszcza na temat isnadu. Otrzymujemy zamiast poważnej książki łyse twierdzenie, z pewnością o wiele gorzej uzasadnione od twierdzenia P. Crone, na temat tradycji, a wraz z nim, zatrważającą ilość przekłamań, nierzetelności, błędów. Osoba o kilku tytułach naukowych, najzwyklej w świecie, winna okazać wstyd za popełnienie takiej książki, postarać się o jak najszybsze wydanie wersji dokładnie poprawionej, lub przeprosić czytelników za tak mierny wstęp do tradycji muzułmańskiej, na który przyszło im wydać kilkadziesiąt złotych.

 
Start > artykuły i listy zebrane > Wstęp do tradycji muzułmańskiej recenzja książki ks. K. Kościelniaka nr II